Wstałem przed szóstą,
Adwent – poranne roraty.
Nie idę pod pomnik. Wsiadam w samochód i jadę do miasta.
Dominikanie czy pallotyni?
I tu i tu o 6:00 godzinki, a po nich Msza św. - wybieram pallotynów.
Czemu?
Nie wiem.
Teraz już wiem. Godzinki, świece, Msza św.,
Ewangelia: Jezus kierując się emocjami rozmnaża chleb i ryby aby nakarmić tych, którzy nie mają co jeść.
Ludzie co wy wyprawiacie? Zamiast zostać w domach, w firmach, robić interesy, wy przez trzy dni głodni za nim chodzicie. Nic wam nie da. Tylko mówi o jakimś tam królestwie. Popatrzcie, dzisiaj tak medycyna poszła do przodu, że nawet babcię Gertrudę kilka razy z letargu wyprowadzili. I to na kasę chorych. Wracajcie skąd przyszliście – posilicie się do syta w domu.
Poczekajcie moment. Nie odchodźcie.
Posłuchajcie co On dzisiaj do mnie mówi.
Kiedy Ja troszczę się o Jego sprawy, kiedy przysłuchuję się jego nauce, kiedy podążam Jego drogą, On troszczy się o moje sprawy, te codzienne, ale też, o te nadzwyczajne, które niektórzy nazywają marzeniami. On nigdy nie pozostawia mnie w potrzebie, w niespełnieniu. Sam wie, co w danej chwili jest dla mnie najważniejsze. Zawierzam Ci Panie pielgrzymowanie Twoimi ścieżkami.
O co tu chodzi? Wszystko wyjaśniło się w homilii:
Wygłosił ją nie znany mi ksiądz. Od niedzieli (dzisiaj mamy środę) głosił rekolekcje. To była jego ostatnia adwentowa nauka przed wyjazdem. Poprzednio był w Poznaniu, u pallotynów, przed 35 laty. Dla mnie to była pierwsza i ostatnia jego nauka rekolekcyjna. Kilka zdań na temat spowiedzi i rzadkiej dzisiaj łaski zobaczenia własnego grzechu, a zwłaszcza panoszącego się dzisiaj posądzania i sądzenia bliźnich.
A dalej? Dalej, były te słowa, po które tu dzisiejszego ranka przyjechałem:
Babcia moja przenajświętsza babcia. W długiej obcisłej sukni, zapinanej na niezliczoną ilość guzików, jak orchidea, jak archipelag, jak gwiazdozbiór. Siedzę na jej kolanach, a ona mi opowiada wszechświat, od piątku do niedzieli. Zasłuchany wiem wszystko - co od niej. Nie zdradza mi tylko swego pochodzenia. Babcia Maria z Bałabanów. Maria Doświadczona nic nie mówi o masakrze Armenii, masakrze Turków. Chce mi oszczędzić kilku lat złudzenia. Wie, że doczekam i sam poznam, bez słów zaklęć i płaczu szorstką powierzchnię i dno słowa.
Tym wierszem Herberta (przepraszam, że zmieniłem wierszowany zapis autora) otwierającym tomik "Epilog burzy, 1998" kaznodzieja rozpoczął wywód na temat trzech babć w Piśmie świętym. Wszystkie trzy nosiły imię Anna. Anna druga żona Samuela, Anna prorokini i św Anna matka Maryi. Takie imię nosiły też moje dwie prababcie, matki moich babć.
Stwierdził, że u Żydów imię było bardzo ważne. Ono określało charakter człowieka.
Anna żona Samuela mówi, że wylała swoją duszę przed Panem. Ona modląc się (nie klepiąc pacierze) wylała w ciszy warg swoich całą swoją duszę. Przyczyna – brak potomstwa. Została tak jak babcia Gertruda dopiero po pół wieku życia drugą żoną Samuela i obiecała Bogu , że jak jej da potomstwo, to ona ofiaruje je Bogu. Babcia Gertruda nie miała swoich dzieci, ofiarowywała modlitwy za nas wszystkich. Tego musimy być świadomi.
Anna prorokini. Wpatrzona w księgę biblii wypatrywała Mesjasza. Miała wypatrzone oczy. Zupełnie jak pod koniec życia nasza babcia Gertruda. Jej oczy były wypatrzone. Ona także bez oczu zobaczyła Zbawiciela. Jej głęboka modlitwa połączona była z postem i cierpieniem. Widzieliśmy jej umęczone do granic możliwości ciało. Na zdjęciach z ostatniego roku można obejrzeć jej wypatrzone oczy. Rozejrzyjmy się po ścianach jej pokoju, a zobaczymy w co się wpatrywała leżąc obłożnie chora.
I św. Anna namalowana z palcem na ustach . Nie ma modlitwy bez milczenia. I babcia Gertruda póki mogła słuchała swojego ulubionego Radia Maryja, a gdy nie mogła głośno jej usta milkły. Poruszały się jedynie wargi. Modliło się wtedy jej serce. Świętość to głęboki spokój. Ten spokój zawsze był obecny ostatnio na jej twarzy. Z jednej strony uczyła, tak jak św. Anna, jak jej babcia Anna, prawa Izraela: Będziesz miłował Pana Boga swego całym sercem swoim, całą duszą, ze wszystkich sił swoich, a bliźniego swego jak siebie samego. A z drugiej strony odpowiadała tak jak Maryja: Totus Tuus. Cała Twoja jestem Boże. Niczym jej pożegnanie się z widzialnym światem nie różniło się od pożegnania jej matki, a mojej babci. Czekała spokojna na moment kiedy Pan ją zabierze do siebie. Od bardzo długiego czasu była na ten moment przygotowana. I nas najbliższych dobrze do tej chwili przygotowała. Z jednej strony cieszę się, że Pan zabrał ją do siebie, skracając jej cierpienia, a z drugiej jest mi smutno, że już nigdy nie uściśnie mojej ręki i nie zapyta jak marzenia przekształcają się w realne plany i Bożą rzeczywistość. Po Ewie była bowiem pierwszą powierniczką moich planów i marzeń.
Co chciałbym by mi w spadku po niej zostało. Przykład gorącej wiary i kilka rodzinnych pamiątek. Jakiś obraz, kilka zdjęć wiszących w jej pokoju i reprodukcja obrazu Jezu Ufam Tobie z której namalowałem makietę naszego parafialnego Pomnika Miłosierdzia Bożego. Warto tu podkreślić, że z jej obrazu poprzez powiększenie do wielkości takiej jaka jest na pomniku przygotowałem dla kamieniarza w skali 1:1 postać Chrystusa Miłosiernego.
A teraz ze spraw organizacyjnych:
Msza św. pogrzebowa w pierwszy piątek miesiąca w kościele w Krzyżownikach o godz.13:00. Pochówek na krzyżownickim cmentarzu o 14:00 . W tym dniu czytany (śpiewany ) będzie psalm 27,4 „ O jedno proszę Pana , o to zabiegam, bym mógł przebywać w Jego domu przez wszystkie dni życia”. To najważniejsza prośba, jaką człowiek może zanosić do Boga. Wierzę, że ta prośba „Przenajświętszej Babci” została już wysłuchana przez Pana.
Babcia miała dziewięcioro przyszywanych wnucząt - lecz czy wszystkie myślały,że miały Babcię?
OdpowiedzUsuń